Dzięki zastosowaniu materiałów piezoelektrycznych, które jak mięśnie kurczą się pod wpływem prądu, zbudowany z włókien węglowych minirobot macha skrzydłami 120 razy na minutę. Zupełnie jak mucha. Podobnie jak ona potrafi poruszać się bardzo szybko i zwinnie omijać przeszkody, np. człowieka zamierzającego się nań gazetą.
Uczeni nie znaleźli jeszcze zastosowań dla swej mechanicznej muchy. Mówią, że na razie dzięki niej będą mogli badać zachowanie w locie prawdziwych owadów.
Co więcej, materiał, z którego zbudowali robota, zużywa się ledwie po 15 minutach. Nie pozwalają więc, by ich mucha latała dłużej niż 20 sekund.
To oczywiście dopiero początki miniaturowych robotów latających. Warto przypomnieć, że pierwszy samolot braci Wright unosił się w powietrzu przez ledwie 12 sekund.
Uczeni nie znaleźli jeszcze zastosowań dla swej mechanicznej muchy. Mówią, że na razie dzięki niej będą mogli badać zachowanie w locie prawdziwych owadów.
Zanim niebo zaroi się od minirobotów, badacze będą musieli rozwiązać problem zasilania i zarządzania. Ich mechamucha nie wozi bowiem "na pokładzie" ani niezależnego źródła energii, ani układu sterującego, każda bateria, czujniki i procesor byłyby dla niej za ciężkie. Lata więc na uwięzi przyczepiona przewodem do źródła prądu i komputera. Podczas lotu potrzebuje niewiele energii, bo zużywa 19 miliwatów, a więc w sumie tyle, ile mały owad. Do prawdziwej muchy jednak jej daleko. Amerykańscy naukowcy szacują, że uwolnienie ich dziecka z uwięzi zajmie im 5-10 lat pracy.
To oczywiście dopiero początki miniaturowych robotów latających. Warto przypomnieć, że pierwszy samolot braci Wright unosił się w powietrzu przez ledwie 12 sekund.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz